środa, 14 sierpnia 2013

Jak dobrze rozpocząć dzień?

Z pewnością nikt nie przepada za momentem kiedy dźwięk budzika wyrywa Was ze snu. Rano, kiedy budzimy się nasz metabolizm jest bardzo leniwy (został spowolniony podczas snu). Wiele rzeczy można znaleźć w internecie na ten temat, pewnie większość z nich została sprawdzona przez Was i niektóre okazały się mniej lub bardziej skuteczne. Ja mam swoje własne - sprawdzone, skuteczne (przynajmniej w moim przypadku) i przede wszystkim w stylu sportowca. Gdyż brzuchy z rana jak śmietana! Jednak wrócimy do momentu kiedy to nastawiamy budzik na następny dzień - ustawmy najlepiej go tak by jeszcze móc poleżeć 10 minut w łóżku by dość do siebie. Gdy wstajemy, nie zrywajmy się - naszemu kręgosłupowi może się to nie spodobać jak i mięśniom. Na początek rozciągnijmy się: plecy, nogi, kark - wszystko co tylko możecie a najbardziej skupcie się na miejscu, w którym czujecie jakikolwiek ucisk. Następnie bierzemy się za brzuchy. Najlepiej wykonujcie je na twardym podłożu, łóżko nie będzie dobrym rozwiązaniem, więc przerzucacie się na podłogę - dobrze byłoby gdyby pod Wami znajdował się dywan, gdyż uczucie towarzyszące kręgom  przesuwającym się na całkowicie twardej podłodze nie należy do przyjemnych (jeśli posiadacie, użyjcie maty do ćwiczeń). Ćwiczeń na brzuch jest bardzo wiele, każde działają na inne mięśnie. Możecie wykonywać proste brzuszki z unoszeniem tułowia pod kątem mniej więcej 30 stopni z mocnym spięciem mięśni, z rękoma ułożonymi na potylicy bądź skrzyżowanymi na klatce piersiowej z wciśnięta brodą. Ćwiczenie powinno być wykonywane seriami, od 15 do 30. Na początku nie ma co przesadzać, jeśli jednak komuś bardzo zależy może z dnia na dzień zwiększać sobie liczbę w serii. Jednak ja wolę wykonywać poranne ćwiczenia regularnie, bez jakichkolwiek zmian liczbowych. Serie powinny być przynajmniej 3 - tak jest w moim przypadku, ale ja wykonuję różne ćwiczenia na mięśnie brzucha (są one przedstawione na zdjęciu poniżej). Jeśli jednak chcesz zostać przy owych prostych brzuszkach polecam wykonać przynajmniej po 4 serie. Pamiętaj jednak, żeby nie spieszyć się. Nigdy nie należy ćwiczyć tak, aby zwyczajnie coś odbębnić. Wstań o tej godzinie by mieć czas na wszystko nie musząc się spieszyć! Mało Ci? Skoro tak zaproponuję kolejne ćwiczenie tym razem będą to pompki. Zdecydowanie dla Was dziewczęta polecam w wersji damskiej, ale to wcale nie oznacza, że one mniej dają bądź wyjdziecie na słabeuszki wykonując je. Ułożenie dłoni pozostawiam Wam, ponieważ mogą być one rozstawione wąska lub wręcz przeciwnie. Pamiętajcie, że łokcie wraz z ugięciem powinny iść w tył a nie w żadne boki (nie wiem czy zrozumiale to wytłumaczyłam, inaczej nie potrafię). Ten sposób jest zdecydowanie zdrowszy dla waszych stawów. Możecie wykonywać je na płaskich dłoniach oraz na piąstkach, aby wzmocnić nadgarstki - w moim przypadku drugi sposób jest trafniejszych, choć nie będę kłamać, ale wygodniej jest wykonywać je na płaskich dłoniach. Jeśli nie przepadacie za pompkami klasycznymi lub damskimi idealnym rozwiązaniem będzie uniesienie swojej dolnej partii ciała, do wysokości połowy ud na łóżku, niskim mebelku lub krześle i w ten sposób wykonywać pompki. Jeśli chodzi o serie, zróbcie przynajmniej 3-4, jak dacie radę więcej, świetnie! Liczbę w seriach pozostawiam Wam, każdy w tej kwestii powinien sam zdecydować ile da radę, gdyż pompki są o wiele cięższe niż brzuszki. Nasz sportowy poranek na tym powinien się zakończyć. Teraz ruszamy po szklankę wody z cytrynką, która idealnie odświeży nasz organizm od wewnątrz. Poranna toaleta i zdrowe śniadanie, które dostarczy Wam energii - gdyż śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.
Jeżeli ktoś z Was zna jakieś ciekawe poranne ćwiczenia i chce się nimi podzielić zapraszam pod post! 

Google vaizdų paieškos rezultatai


*Pamiętajcie, że nie jestem osobą kompetentną, która ukończyła kursy na trenera bądź skończyła dietetykę. To co piszę obieram o swoje własne doświadczenia bądź wyszukam czegoś w internecie. 

wtorek, 13 sierpnia 2013

Everyone started somewhere...

"Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy potężni ponad miarę
Więc zacznijmy! Po pierwsze - oby ten blog nie był kilkudniowy bądź nawet kilkugodzinny. Skoro to mamy za sobą, przejdźmy dalej. Blog jest dla Was, dla każdego, nawet takiego co nigdy wcześniej nie trenował nic. Może właśnie ten ktoś w tym miejscu zaczepnie inspiracji by mieć chęci zajścia jak najdalej - z tego faktu oczywiście bardzo bym się ucieszyła, a otrzymując wiadomości " Jesteś moją inspiracją!" - poczułabym, że robię coś dobrego. Choć raz nie byłabym tą zła bijąca middle kicka prosto w żebra. Drodzy sportowcy! Co takiego będzie można znaleźć na tym blogu? Wiele rzeczy od A do Z związanych ze sportami walki i ćwiczeniami. Przepadam za motywującymi filmikami, więc z pewnością takie cuda także odnajdziecie. Z ręka na sercu mogę Wam powiedzieć, że tego typu składanki dużo dają, przynajmniej mi - szczególnie przed treningami, oby i Wam pomogły. Post nie bez powodu został nazwany - Everyone started somewhere (każdy kiedyś gdzieś zaczynał). Przecież każdy wielki sportowiec, niezależnie w jakiej dyscyplinie, na samym początku zaczynał od zera. Nawet Żelazny Mike (Mike Tyson) był kiedyś tylko chłopcem zapowiadającym się na kolejnego gangstera, który skończy tak jak jego poprzednicy. D'amato jednak widząc w nim płomień zaczął go coraz bardziej podsycać , podsycać dopóki ten zamieni się w wielkie ognisko bez możliwości ugaszenia. Cus był prawdziwym trenerem, który stworzył bestie wyniszczającą każdego swojego przeciwnika. Takiego mentora życzę każdemu! Jednak jeśli los rzucił Wam tyrana, wyciskającego z Was siódme, ósme, dziewiąte i dziesiąte poty na treningach - mimo wszystko słuchajcie się go, ale trenujcie z głową by udowodnić mu, że nie łatwo Was ugiąć/pokonać. Tym miłym akcentem zakończymy pierwszego posta i... Be like water my friends.